Psychoterapeutka
Dr JANINA JANOWSKA
LONDYN - LUBLIN

Artykuł 9

Czy to jest miłość?

W tym krótkim eseju chcę odpowiedzieć tym osobom z którymi aktualnie pracuję, osobom, które do mnie piszą i pytają: Co mam robić? Odejść czy trwać? Czy on (ona) mnie kocha? Czy ja kocham?

Po czym rozpoznać czy to miłość? Jak długo mam czekać, jestem już po trzydziestce! Czy zaczynać związek od seksu czy raczej nie? Zawsze się kłócimy- czy to znaczy że nam na sobie zależy ? Czy to jest miłość?… itd… itp.

Pojęcie miłości jest tak obciążone różnorodnymi treściami i tak nadużywane, że niezbyt chętnie je stosuję. I czy w ogóle podejmowanie tego tematu nie jest przecenianiem swoich sił?

Takie pytanie wydaje się uzasadnione, bo niemal każdy ma własną wizję i doświadczenia. Z drugiej jednak strony, ktokolwiek o tym mówi lub pisze, wnosi do syntetycznego obrazu miłości jakąś cząstkę prawdy wydobytej z jego własnych doświadczeń i przemyśleń. Szczególnie jednak godne uwagi wydają mi się wypowiedzi tak wielkich filozofów i psychologów, jak Platon, św. Augustyn, Rollo May, Soren Kierkegaard, S.Freud. i wielu innych. Dlatego też podstawą moich ogólnych rozważań do uchwycenia istoty miłości będą te niekwestionowane myśli Największych.

para

Warto też przy okazji zauważyć, że próby racjonalnej analizy i syntezy tych najważniejszych obszarów życia człowieka na ogół były i są udziałem mężczyzn. To im w jakimś sensie udaje się w sposób logiczny dociekać najbardziej ogólnych praw. Kobieta po prostu kocha – cała pochłonięta emocjami. W miłości, bądź cierpieniu ( z powodu niemożności jej urzeczywistnienia) jest irracjonalna, a przez to, być może, znajduje się bliżej życia, a więc bliżej prawdy.

To właśnie kobietom udaje się uchwycić to, co nieuchwytne. Dla kobiety – w przeciwieństwie do mężczyzny – (parafrazując słowa Gombrowicza) – „nie byt uświadomiony, lecz byt odczuwany jest ważny”.

Mimo pewnych zastrzeżeń, pytanie o ogólną istotę miłości ma sens. Ma sens na każdym etapie życia człowieka, a szczególnie wówczas, gdy nieskażeni jeszcze rozczarowaniami, zawodami i cierpieniami, niezarażeni pragmatyczną koncepcją życia, w sposób intuicyjny i czysty doznajemy miłości. To właśnie u progu dorosłego „doświadczonego” życia warto pozwolić sobie na chwilę refleksji, na jasne wyobrażanie własnych oczekiwań, bo też od tego w dużym stopniu zależy styl życia i jakość naszej egzystencji. Świat bowiem jest wielkim obszarem wartościowania.

Z kolei wybór wartości i metody ich urzeczywistniania decydują o wielkości bądź pospolitości istnienia. Miłość, z całą pewnością jest najwyższą formą afirmacji człowieka – dlatego też jest jego pierwszą potrzebą, warunkiem godnego istnienia.

Wydaje się, że istotą miłości jest angażowanie się każdego z nas w osiągnięcie dobra. Zawarty jest tu wyraźnie akt woli wyrażający się w twierdzeniu: dobrze, że jesteś, chcę żebyś istniał. Tomasz z Akwinu stwierdza wręcz, że miłość jest sposobem chcenia, bo osoba kochająca pragnie przede wszystkim, aby osoba kochana istniała i żyła. Liczne przykłady tej myśli znajdujemy w literaturze pięknej, gdzie miłość jest siłą wykluczającą śmierć, protestującą przeciwko niej. Tak też należy rozumieć zawsze wzruszające słowa G. Marcela : kochać człowieka znaczy mówić: ty nie umrzesz.

Tylko w miłości i poprzez miłość ujawnia się najwyższy stopień aprobaty i obrony istnienia osoby kochanej. Tak naprawdę stwarzani jesteśmy mocą ludzkiej miłości. Jest to fakt zdumiewający, ale potwierdzany przez codzienne życie. Jakże często mówimy o kimś, że rozkwita dzięki temu, że jest kochany, że dopiero teraz jest sobą, że obudził się do życia. Słowem, dopiero miłość innego człowieka daje poczucie istnienia w pełni i zadomowienia w świecie. To miłość wreszcie daje rzeczywistą szansę poznania samego siebie dzięki osobie, która obdarzyła nas tym uczuciem. Osoba kochająca jak gdyby intuicyjnie rozpoznaje nasze rzeczywiste możliwości. Nazywa się to potocznie idealizowaniem.

para

Oto nagle dzięki miłości, którą zostaliśmy obdarzeni, odkrywamy – może pierwszy raz w życiu – że możemy być wspaniali, jeżeli tylko urzeczywistnimy możliwości odkryte przeczuciem osoby kochanej i dzięki energii, jaką daje miłość.

Osoba obdarzająca miłością pragnie, by to uczucie było odwzajemnione. Dopiero owa wzajemność jest źródłem radości, harmonii i poczucia szczęścia . Prawdziwe szczęście z całą pewnością polega na współuczestnictwie, jakkolwiek trudno określić gdzie kończy się własne pragnienie szczęścia a zaczyna altruistyczna radość ze szczęścia innego człowieka. Z całą pewnością również, owocem wszelkiej miłości jest radość. Miłość bez bólu i smutku może istnieć, ale bez radości – nie istnieje.
„Symptomy” miłości, które wymieniam jawią się być może zbyt idealistycznie, ale warto zdać sobie sprawę że to uczucie dotyczy najbardziej idealnej strefy życia.

Co wobec tego znaczą-istniejące przecież w języku potocznym – takie określenia stanów emocjonalnych jak miłość nieszczęśliwa czy miłość nie odwzajemniona. Przecież miłość albo jest, albo jej nie ma. Prócz tego miłość zawsze oznacza szczęście. Można, co najwyżej mówić o zawiedzionej nadziei i pewnym bólu, o rozczarowaniu z tego powodu. Jeśli nie jesteśmy szczęśliwi odczuwając miłość, być może jej po prostu jeszcze nie ma?

„Albo jest trwanie w zachwycie albo jest głębokie przeczucie, że tylko ciebie mogę kochać, doświadczane niezależnie tak przez kobietę, jak i przez mężczyznę, albo nie ma tej idealnej zależności.” „Albo – Albo” (S. Kierkegaard).

Nie ma innej alternatywy. Wrócić więc trzeba do wiary i nadziei. i pozostawać w drodze. Niezbędna jest siła wiary w spełnienie nadziei, bo jeśli nie umie się chcieć, nadzieja nie będzie zdolna stać się dla człowieka źródłem energii psychicznej potrzebnej na drodze urzeczywistniania celów najważniejszych. Chrześcijanie znają te trzy prawdy: Wiara, Nadzieja i Miłość. A więc musimy wierzyć i mieć nadzieję na spotkanie miłości. Miłość jest pra-darem, dlatego każdy z nas musi czy też może jej doświadczyć. Intuicja podpowiada nam a doświadczenie uczy, że doznawanie miłości polega na współuczestnictwie i radości z tego powodu, a moja obecność czyni osobę, którą obdarzam miłością, szczęśliwą.

Jeśli jednak tak się nie dzieje, jeśli moje „zabiegi” w kierunku „zdobycia” jego czy jej nie dają oczekiwanych rezultatów, być może znaczy to, że nazywamy miłością stan, który nią nie jest?

Oczywiście zdarza się, że ludzie „wchodzą” w układy. Sprzedają siebie, dają, by brać więcej. Chcą uczynić ” przedmiot” z tego co z natury swej jest nieuchwytne, choć tak głęboko doświadczalne.
W życiu można się często mylić i nie rozpoznać wielu różnych spraw.
Miłości doświadcza się w sposób tak oczywisty, że błąd nie powinien mieć miejsca. Chyba, że .jej pragnienie utożsamione jest z samą miłością

Sytuacja, w której jedna ze stron jest cierpiąca, czy czuje się zwiedziona z powodu nieodwzajemnionego uczucia, jest z całą pewnością niszcząca i nie warto jej, jak sądzę, długo utrzymywać, a tym bardziej nie warto czynić z niej podstawy do wspólnego życia. Bywa i tak, że ktoś tworzy sobie własną teorię, dzięki której chce nadać sens niezbyt korzystnej dla siebie sytuacji. Twierdzi więc, że prawdziwe wielkie uczucie polega na tłumieniu własnych pragnień i eliminacji jakichkolwiek oczekiwań. Taka nieumotywowana miłość polega na błędnej ocenie realnego człowieka i nie ma nic wspólnego z wielkim, autentycznym uczuciem.

Sytuacja, w której druga osoba zaledwie „przyzwoli” na obdarowanie się uczuciami bez odwzajemnienia ich rodzi w efekcie smutek, cierpienie i apatię
Ten brak równowagi, brak proporcji jest zgubny dla obu stron.

Warto więc umieć odróżnić miłość od pragnienia miłości i uciekać od mistyfikacji. Młodzi ludzie bardzo często utożsamiają te dwie różne sprawy i już u progu życia płacą zbyt dużą emocjonalnie cenę za brak cierpliwości. Przede wszystkim należy uczyć się kochać i chronić siebie.

kobieta

„Jeżeli nie umiesz kochać siebie, nie potrafisz tak naprawdę kochać innych” (św. Augustyn) Realistyczna treść tej myśli najwyraźniej rozwinięta jest we współczesnej literaturze traktującej o miłości. Uczymy się z niej, że prawdziwa miłość ma szansę rozwinąć się tylko wówczas, gdy mamy pewność że JA człowieka, jego godność, nie są zagrożone.

Jeśli więc w kontaktach z drugim człowiekiem cierpi Twoja godność własna, przeżywasz uczucie zagrożenia, niepewność, brak akceptacji i tego, co można by określić trwaniem w zachwycie, jeśli ma miejsce raczej unicestwienie twoich możliwości niż ich pomnażanie – to chroń siebie i zastanów się wnikliwie nad sensem nawet najbardziej wymarzonego związku.

Istnieją jeszcze trudne do zerwania, niszczące związki toksyczne, takie, które trwają mimo, że cierpi mężczyzna, kobieta, a najbardziej dzieci, jeżeli już pojawiły się w tak niekorzystnym układzie. W takiej sytuacji bardzo zachęcam do skorzystania profesjonalnej pomocy terapeutycznej.

Tekst Dr Janina Janowska

Wykorzystano zdjęcia z platformy pixabay.com

Top